© 2019 created by HR|hub. Enjoy! 

Rekrutacja kiedyś vs. dziś… 

wg Krzysztofa - Recruitment Ninja w HR|hub

  

             Czy czytając tytuł tego artykułu spodziewasz  się porównań rekrutacji w XIX a XX wieku? Jeśli tak, to spróbuję Cię zaskoczyć. Choć to raczej  obecna rzeczywistość zaskoczyła nas wszystkich.  

           Od ponad 2 lat zajmuję się rekrutacjami High Volume’nowymi.

Współpracowałem z największymi koncernami w Polsce, poszukującymi pracowników produkcji, a od czasu do czasu 

rekomendując do firm także pracowników średniego szczebla.  
Pomimo, iż rekrutacje “blue collar” wydają się schematyczne, starałem się zawsze wyłamywać ze sztywnych szablonów i szukać  nowych, ciekawszych rozwiązań, aby zainteresować  kandydatów.  

 

            Chciałbym dziś zabrać Cię w podróż przez zatłoczone tramwaje w drodze do pracy, rozlane kawy akurat w trakcie otwierania laptopa i telefony upadające dokładnie w momencie wybierania numeru. 

        Z telefonem i kawą żartowałem, ale już z tramwajami nie.

Dzień jak co dzień. Szykowałem się  do pracy, aby zdążyć na 8:00.

Dlaczego? Otóż uważam i z doświadczenia wiem, że ta pora jest najlepsza dla mnie do ogarnięcia spraw bieżących, administracyjnych czy też zaległych z poprzedniego dnia. Kandydaci bardzo rzadko o tej porze mają możliwość rozmowy. Zatem najpierw zajmuje się planowaniem dnia i uporządkowaniem swoich task’ów. Mamy godzinę 10:00, również nie jest jest to odpowiednia pora na kontakt z kandydatami, zatem ten czas poświęcam na przeanalizowanie obecnych aplikacji oraz zweryfikowanie swoich źródeł napływu życiorysów. 

Mamy godzinę 12:00 i to jest właśnie ten moment, w którym można się spodziewać „halo” – po drugiej stronie słuchawki. Umawiamy się z kandydatem na dogodny termin, aby porozmawiać o jego doświadczeniu.

Przychodzi czas spotkania. Jest to nieodzowna część pracy rekrutera. Najlepszy moment, aby poznać kandydata, jego doświadczenie, charakter. Po spotkaniu piszę raport na bieżąco, wiedząc, że za kilka godzin wiele ważnych kwestii się ulotni. 

 

Praca rekrutera to praca nad relacjami międzyludzkimi.

Nie wyobrażałem sobie kiedyś, aby wyciąć z mojego dnia pracy te elementy, które opierają się na osobistym spotkaniu z kandydatem. 

  

         Jednak nadszedł teraz czas, który z zaskoczenia wymusił na wszystkich zmiany.  
Firmy z dnia na dzień musiały wprowadzić nowe strategie zarządzania i decyzje, jak na przykład ta o przymusowej, dla większości z nas, pracy zdalnej. 
            My, wraz z zespołem HR|hub również podjęliśmy taką decyzję. Dotychczas bardzo często ktoś z naszego Teamu pracował zdalnie, ale nigdy wcześniej nie dotyczyło to równolegle wszystkich i nie trwało kilku dni z rzędu. Niejednokrotnie z kandydatami rozmawialiśmy telefonicznie, ale zawsze był też komfort skorzystania z możliwości spotkania i przeprowadzenia bezpośredniego wywiadu, a dla niektórych rekrutacji wydawało nam się to wręcz niezbędnym etapem. W przypadku moich projektów rekrutacyjnych, było przynajmniej kilkanaście tygodniowo spotkań twarzą w twarz z kandydatami.

Dziś jest to kilkanaście video-konferencji.  

 
Dzięki naszym doświadczeniom i już dawno przetestowanym narzędziom, nie było to specjalnie trudne wyzwanie. Wystarczyło było pokonać barierę przyzwyczajenia i uwierzyć, że inaczej nie musi znaczyć gorzej. Zatem bez wątpliwości i strachu jak będzie wyglądał mój dzień podjąłem działania i udało mi się odzwierciedlić niemalże w 100% mój stacjonarny dzień pracy. 

A kandydaci? Mówią, że także czują się  komfortowo podczas wirtualnego spotkania ze mną, choć oni akurat zbyt często takich rozmów dotychczas nie odbywali. Może czasem z Rodziną z zagranicy na Skype, no ale na pewno nie z rekruterem.

A tymczasem – da się!  

Dzisiejsza kandydatka na pytanie co sądzi takim sposobie rekrutowania, powiedziała: „Dosyć fajnie wygląda ta opcja. Szybkie rozwiązanie i pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją. I czuję jakby mniejszy stres".

            W kwestii organizacji czasu mój dzień znacząco się nie zmienił. Staram się zachować godziny, które obowiązywały mnie w biurze. Choć i tu przydają się przyzwyczajenia HR|hub sprzed kwarantanny - od zawsze działamy głównie w oparciu o zadania, a czas jest tylko bardzo ogólną ramą.  

Pracując z domu wykonuję te same elementy po sobie, aby skoncentrować się jak najmocniej na obowiązkach. Co więcej, tak jak wspominałem, praca rekrutera to praca w relacji z człowiekiem. Dlatego najważniejsze było dla mnie zadbać, by narzędzie, które wybiorę do video-konferencji z kandydatami było dla nich intuicyjne, nie wymagało skomplikowanego logowania, a jednocześnie pozwalało nam się widzieć słyszeć i bym mógł na ekranie telefonu czy komputera kandydata wyświetlić także prezentację czy zadanie, z którym chciałem go zapoznać.  

My w Zespole korzystamy z Microsoft Teams, ale na potrzeby spotkań z moimi kandydatami lepiej sprawdziło mi się inne narzędzie - Whereby. Zajrzyjcie i sprawdźcie, może Wam się przyda: 
https://whereby.com/ 

  

Ja na pewno będę szukał jeszcze innych rozwiązań, nie tylko do video-konferencji.

Nowa sytuacja to ogromna szansa dla biznesu pod względem nowych pomysłów technologicznych czy strategii. 

Najważniejsze, abyśmy nie ustawili się pod ścianą z napisem „nie da się”!


Ja stoję przed drzwiami, chcę je otworzyć i sprawdzić co jest po drugiej stronie.